Chiny dalekie od recesji, spodziewane wzrosty stóp procentowych w USA

Obawy o przyszłość Chin

Ostatnia dewaluacja chińskiej waluty wzbudziła wiele pytań oraz graniczącą z paniką reakcję rynków finansowych. Nie uważamy jednak, by deprecjacja renminbi powinna tak mocno szokować rynki światowe.

Choć kurs renminbi w krótkim czasie spadł o ok. 5%, sądzimy, że skala wahań będzie najprawdopodobniej utrzymywała się we względnie kontrolowanym przedziale, wraz z kolejnymi działaniami rządu na rzecz dążenia do warunków w większym stopniu determinowanych przez rynek. Co ważne, nie uważamy, by był to sygnał zbliżającej się potężnej deprecjacji.

Co więcej, choć decyzja o osłabieniu renminbi wywołała tymczasowo wzmożoną zmienność, nie przypuszczamy, by nasiliła deprecjację walut z Azji lub rynków wschodzących w dłuższej perspektywie. Sąsiadujące z Chinami państwa azjatyckie (takie jak Japonia, Korea Południowa, Indonezja, Malezja i Singapur) już zanotowały spore spadki kursów swych walut, podczas gdy renminbi trzymało się względnie mocno, nawet po uwzględnieniu ostatniej deprecjacji. Dlatego nie sądzimy, by ostatnia dewaluacja chińskiej waluty zaszkodziła konkurencyjności krajów sąsiednich lub tamtejszych eksporterów.

Przyglądając się skali paniki na chińskim rynku, można byłoby odnieść wrażenie, że Chiny gwałtownie staczają się w rozległą recesję. Nasze zdanie na ten temat jest jednak odmienne. Choć spodziewamy się pewnego umiarkowania tempa chińskiego wzrostu, będzie ono dla nas oznaczać korzystną i nieuniknioną normalizację gospodarki o tych rozmiarach. Powody, dla których inwestujemy w Azji są niezmienne: oczekujemy korekty tempa wzrostu gospodarczego w Chinach, ale nie spodziewamy się „twardego lądowania” tej gospodarki.

Strach na rynkach wschodzących

W świetle obaw związanych z sytuacją w Chinach oraz potencjalnymi wzrostami stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, inwestorzy ponownie zaczęli bać się rynków wschodzących, choć, naszym zdaniem, niektóre kraje zostały niesprawiedliwie potraktowane. Nasza strategia inwestowania globalnego opiera się, między innymi, na pozycjonowaniu pod kątem poprawy kondycji gospodarki USA, która jest rynkiem o kluczowym znaczeniu dla wielu eksporterów z rynków wschodzących. Przewidujemy, że dobre warunki na rynku pracy będą w przyszłości stymulować konsumpcję w USA, która jest jednym z tradycyjnych motorów globalnego wzrostu i zapewnia wsparcie dla krajów eksportujących towary i usługi do USA, takich jak Malezja czy Meksyk.

Malezja to przykład kraju, w którym inwestorzy wykazują się nadmiernym pesymizmem. Ta gospodarka jest wciąż postrzegana przez pryzmat eksportu surowców, choć w rzeczywistości ma zrównoważony koszyk towarów eksportowych, włącznie z urządzeniami elektronicznymi, które będą cieszyć się większym popytem, gdy konsumpcja w USA będzie rosnąć. Co więcej, Malezja utrzymuje nadwyżkę na rachunku obrotów bieżących i ma solidne zabezpieczenie w postaci rezerw walutowych, stanowiących pokrycie dla ponad siedmiomiesięcznego importu. Pomimo takich warunków, kurs malezyjskiego ringgita sięga dziś poziomów, jakich nie notowano od azjatyckiego kryzysu finansowego pod koniec lat 90. ubiegłego wieku.

Meksyk to kolejny kraj, w którym spadek kursu waluty jest bezprecedensowy. Kurs meksykańskiego peso sięga dziś najniższego poziomu od czasu „kryzysu tequila” w połowie lat 90. ubiegłego wieku. Niemniej jednak uważamy, że kraj ten został niesprawiedliwie potraktowany w związku z eksportem surowców (a konkretnie ropy), choć ropa generuje mniej niż 10% całego meksykańskiego eksportu. Co więcej, Meksyk będzie korzystał na poprawie warunków ekonomicznych w Stanach Zjednoczonych. Ok. 80% meksykańskiego eksportu trafia za północną granicę; są to między innymi gotowe wyroby, takie jak samochody, które powinny cieszyć się większym popytem, gdy konsumpcja w USA zacznie rosnąć szybciej.

Nasze prognozy dla Meksyku i Malezji wciąż są optymistyczne, co pokazuje, że nasze strategie często ukierunkowane są przeciwnie do dominujących na rynku trendów. Jeżeli w niektórych okresach czasu nie notowalibyśmy słabszych wyników na tle rynku lub naszych konkurentów, oznaczałoby to, że nasze inwestycje nie są naprawdę „kontrariańskie”, czyli realizowane na przekór powszechnym nastrojom rynkowym. Wierzymy, że takie okresy ostatecznie powinny okazać się krótkotrwałe, ponieważ wszystkie pozycje w naszych portfelach dobierane są na podstawie głębokich przekonań i analiz fundamentalnych.

Podwyżki stóp w USA: kwestia czasu

W przyszłości spodziewamy się znaczących rozbieżności pomiędzy polityką pieniężną realizowaną na całym świecie. Europejski Bank Centralny, Bank Japonii i Bank Rezerw Australii będą najprawdopodobniej rozluźniać swą politykę. Z kolei wciąż przewidujemy podwyżki stóp procentowych przez Rezerwę Federalną (Fed) w USA w drugiej połowie 2015 r., choć nie stawiamy na żaden precyzyjnie określony moment, w którym taka decyzja miałaby być podjęta. Gdyby stopy nie zaczęły rosnąć w tym roku, przypuszczamy, że rynek mógłby zacząć wyceniać spóźnioną reakcję Fedu na poprawiające się dane ekonomiczne, a krzywa dochodowości mogłaby stać się bardziej stroma. Wierzymy w słuszność naszych optymistycznych prognoz ekonomicznych dla gospodarki USA i sądzimy, że rynek będzie wyprzedzał działania Fedu (niezależnie od „gołębiej” retoryki), jak miało to już miejsce w przeszłości.

Rozumiemy, że okresy wzmożonej zmienności, jak ten, z którym mamy od pewnego czasu do czynienia, nie są komfortowe dla inwestorów. Pragniemy przypomnieć, że właśnie w takich okresach nasze zespół zwykle jest w stanie otwierać najsolidniejsze pozycje, z myślą o dłuższych okresach lepszych wyników. Obecne warunki na rynkach to niemal dokładne odtworzenie sytuacji sprzed dwóch lat, gdy stery Fedu dzierżył Ben Bernanke, który sygnalizował możliwość zmiany wektora polityki pieniężnej. Dlatego wciąż utrzymujemy bardzo krótki czas trwania papierów w naszych portfelach, a bieżący okres nasilonych wahań postrzegamy jako źródło możliwości.

Michael Hasenstab
Wiceprezes wykonawczy, zarządzający portfelami inwestycyjnymi, CIO
Templeton Global Macro

Related Articles